La Cielo Journal — Vol. 1
Moment ciszy przed otwarciem drzwi.

Uważam, że nie ma nic bardziej ekscytującego niż moment ciszy. Ta chwila, kiedy w powietrzu unosi się jeszcze zapach farby i niedawno ukończonego remontu, a na podłodze nikt nie zdążył rozlać pierwszego drinka. Kiedy na barze leżą równo ustawione kieliszki, a ja siedzę z boku i czuję, że to ostatni moment spokoju na długo.

Każdy chciałby otworzyć drzwi jak na filmie - z fanfarami, flashami i ogromnym, głośnym tłumem. Prawda jest taka, że najlepsze rzeczy często zaczynają się po cichu, a nie z hukiem. I właśnie w tej ciszy rodzi się intrygujący klimat. Cierpliwość, oczekiwanie... i fakt, że nie musisz robić wszystkiego na teraz. Możesz odetchnąć i obserwować, czując jedynie chłód szkła pod palcami i dreszcz ekscytacji.

Jestem pytany, kiedy uchylę drzwi lokalu przed światem po raz pierwszy... A ja odpowiadam, że na wszystko przychodzi odpowiedni moment. La Cielo to nie klub, ani pub. La Cielo to nastrój, atmosfera i światło odbite od szkła. Wszystko musi się toczyć jak dobrze rozpalone cygaro - powoli i swoim rytmem, swoim tempem. Nie śpieszy mi się, bo wiele razy widziałem jak ludzie wypalają się od pośpiechu, goniąc za pierwszym wrażeniem ponad własne siły i możliwości. A ja - wolę powolne oczekiwanie na rozwój zdarzeń.

Tak więc... Jeszcze kilka dni ciszy, a potem otworzą się drzwi. Bez fanfar, bez tabloidów, bez wścibskich spojrzeń. Do świetnego spędzenia czasu w odpowiednim gronie wystarczy muzyka, odrobina tequili i moment, w którym ktoś spojrzy na drugą osobę i pomyśli - w końcu widzę coś prawdziwego.

— A.

image