W ostatnich dniach i godzinach Daily Globe, z dziennikarzem Richardem Sutliffem na czele, prowadzi zaciekłą kampanię insynuacji wobec ratusza, próbując podważyć naszą współpracę z agencją ochrony. Ale czy ktokolwiek zadał sobie pytanie, kto stoi za tym „śledztwem” i jakie są jego prawdziwe intencje?

Wbrew temu, co sugeruje Daily Globe, miasto Los Santos działa transparentnie i zgodnie z powszechnie obowiązującym prawem. Współpracujemy tylko z podmiotami prywatnymi, które przechodzą rygorystyczne procedury sprawdzające. Jakiekolwiek zarzuty wobec naszych partnerów są weryfikowane, a jeśli pojawią się uchybienia – podejmujemy odpowiednie kroki. To jest uczciwość i odpowiedzialność, której Daily Globe nigdy nie miało i mieć nie będzie.

Bo czym tak naprawdę jest ten „skandal”? Próbą odwrócenia uwagi od tego, kim są ludzie stojący za Daily Globe.

Dla przykładu: Alyssa Marchesi, która tak chętnie atakuje kandydatkę Chenille Carter-Larocque, była w bliskiej relacji z S. DePalmą, członkiem włoskiej mafii i bratem T. DePalmy. Mówimy o osobie, której przeszłość jest daleka od dziennikarskiej rzetelności. Zatem czy według zarządu Daily Globe, to na pewno wiarygodna osoba do prowadzenia moralnych krucjat?

A Richard Sutliff? Najwyraźniej w Daily Globe pojęcie uczciwości kończy się tam, gdzie zaczyna się ich polityczna agenda. Gdzie był Sutliff, kiedy jego koleżanka miała prywatne powiązania z przestępczością zorganizowaną? Czemu nie zajął się tym „śledztwem”? Może dlatego, że łatwiej rzucać błotem na ratusz niż zajrzeć do własnego środowiska?

Los Santos zasługuje na więcej, niż brudne zagrywki pseudo-dziennikarzy.

Zastanówcie się, komu wierzycie.

imageimage