PRowa ruletka - czyli jak (nie) żartować w Prima Aprilis

pierre model, który teraz znany jest zdecydowanie bardziej z urody niż wyczucia, postanowił 1 kwietnia wrzucić na social media "żart", że Verity Damour ... nie żyje. Tak, dobrze czytacie.

Wszyscy jednogłośnie uznali, że poziom żartu sięgnął dna. Nie pomogło usunięcie posta – w końcu internet nie zapomina, a screeny poszły w świat szybciej niż Pierre zdążył powiedzieć "prima aprilis".

W końcu doczekaliśmy się przeprosin od samego Pierre’a. Kilka słów dorzucił jego menedżer, a także współpracujące z nim marki Fuzzy i Bevilacqua Gauthier Couture. Te napisały, że Pierre brzydko zrobił i odcięły się od sytuacji, choć bez większych konsekwencji dla samego zainteresowanego. Trochę jak: "no nie fajnie, ale nowa kolekcja wchodzi za parę dni,, więc skupmy się na tym".

Warto też wspomnieć, że to nie pierwszy dziwny ruch Pierre’a. Niedawno brał udział w ryzykownych derbach, co w przypadku modela, którego twarz i ciało to karta przetargowa, wydaje się być... no cóż. Czyżby kryzys zawodowy?

A teraz najlepsze: tej samej nocy po publikacji słabego posta, Verity i Pierre zostają przyłapani razem... w kasynie. A przecież sama “uśmiercona” opublikowała emocjonalny post, w którym nazwała żart "okrutnym" i wspomniała o traumie, jaką przeżyli jej bliscy po czym zasugerowała koledze z branży, że “na następny prima aprilis warto użyć mózgu i pomyśleć dwa razy zanim wstawi się coś, co może kogoś faktycznie zranić." Mocne słowa... które teraz brzmią jak kiepsko zagrana koreańska drama.

Próby budowania kariery na śmierci to najniższy poziom celebryckiej kalkulacji. Cała ta akcja wygląda na rozegraną przez tę parkę od początku do końca. Tylko czy warto? Bo może zasięgi są, ale szacunek... został pogrzebany.

imageimage