Pierwszy raz od dawna nie biegałem po La Cielo z listą rzeczy do dopilnowania. Vianna Victoriano wraz z Ezri Clark wzięli ten wieczór na swoje barki i zrobili to naprawdę dobrze. Ja miałem okazję stanąć z boku, napić się szklanki świetnego alkoholu i po prostu oglądać. I wtedy właśnie dostrzega się najwięcej.

Patrzyłem jak Ezri opowiada o swoich obrazach - nie jak profesor na uczelni, ale jak ktoś kto to po prostu lubi. Sam nie jestem żadnym znawcą sztuki i przy wielu podstawowych pytaniach odpadłbym szybciej niż po kilku kieliszkach mezcalu. Ale.. kiedy ktoś wkłada w coś kawał serca i staje przed ludźmi, aby się tym podzielić, to uważam, że zwyczajnie warto na chwilę przestać mówić i posłuchać - tak czysto z racji szacunku. Niestety nie wszyscy przyszli po to samo. Jedni naprawdę słuchali, zadawali pytania, oglądali obrazy. Inni od samego samego początku interesowali się bardziej tym co jest na barze i z kim warto zrobić zdjęcie. Słyszałem też wiele komentarzy z ogromną dezaprobatą na temat wieczoru i wręcz wyrzutów - nudno, to nie lokal dla mnie, a takie obrazy to powinny wisieć w burdelu. Ktoś inny już w trakcie zastanawiał się co tu w ogóle robi i po co są zbierane pieniądze.

Trochę mnie to rozbawiło, bo przecież nikt tu nie został przyprowadzony siłą. Wszystko było ogłoszone wcześniej, ale czasami odnoszę wrażenie, że część ludzi nie przychodzi już na wydarzenia, a jedynie z racji obecności innych osób. Jakby najważniejsze było odhaczenie wieczoru, pokazanie się, a nie prawdziwe uczestniczenie w wydarzeniu.

Ale wiecie co? To nie jest historia o nich, a o tych, którzy przyszli na Canvas of Hope ze szczerych powodów. O ludziach, którzy uczestniczyli naprawdę w wieczorze. Dzięki nim udało się zebrać ponad 2,3 miliona dolarów, a La Cielo dołożyło brakującą część, żeby przekazać ostatecznie 2,5 miliona dolarów dla Vinewood Hope Cancer Foundation. I to właśnie takie momenty przypominają mi czemu w ogóle warto wracać do tego miejsca.

Dziękuję Ezri za zaufanie i sztukę, która stała się początkiem całego wieczoru. Viannie za to, że udowodniła, iż La Cielo nie potrzebuje mnie z mikrofonem co pięć minut, żeby wszystko działało jak należy. Dziękuję Royal Geneve i Auto Exotic za wsparcie tej inicjatywy. I dziękuję wszystkim tym, którzy potrafili docenić chociaż pracę włożoną w organizację wieczoru i przyczynili się do zebrania takiej kwoty na szczytny cel. A reszta..? No cóż, La Cielo zawsze będzie miejscem dla ludzi, którzy chcą czegoś więcej niż tylko kolejnego miejsca do odhaczenia na mapie miasta.

Do zobaczenia przy następnym kieliszku.

— A.